← wszystkie wpisy

wpis

Dlaczego nie jestem już na diecie roślinnej ?

✦ 3 min

Wegetarianką, która z odzwierzęcych produktów jadła tylko miód i ghee - ucząc się ajurwedy wiedziałam jak ważne te dwa produkty są dla ciała i umysłu i nie zrezygnowałabym z nich. W moim podkaście o esencji Ojas mówię więcej o tych produktach jeśli Cię to interesuje.

Wracając do nazewnictwa byłam więc „prawie weganką” , ale mój temperament podatny na fiksacje, zamykanie w pudełkach z nazwami i potrzebujący pełnej kontroli okazał się problematyczny w połączeniu z jakąkolwiek nazwaną dietą , szczególnie eliminacyjną. Ani dla ciała , ani dla ducha mi nie sprzyjała.

Dzisiaj już nie nazywam mojej diety. Nie zamykam jej w pudełka. W 95 procentach moja dieta jest nadal roślinna, ale słucham swojego ciała w tych 5 procentach pojawia się produkty odzwierzęce.

Moje przemyślenia, które mam z tym procesem zmiany :

raz na jakiś czas moje podejście do jedzenia potrzebuje resetu, przeorganizowania sobie wartości i ściągnięcie kajdanek, które po drodze sobie zakładam

staram się nie szaleć na punkcie kolejnego wegańskiego produktu jeśli skład jest nie do końca sprawiedliwy. Chociaż dalej w wegańskich marketach na świecie oglądam z wielką ciekawością nowości, ale już częściej wygrywa skład (surowy cukier , dobry tłuszcz, pełnoziarnista mąka, krótki skład) a nie ciekawość. Częściej - nie zawsze :)

zamienniki do mięsa już mnie tak nie fascynują jak kiedyś. Kiedyś śledziłam te nowości i czasem nawet jechałam do konkretnego miasta w Europie, żeby spróbować nowego „kurczaka”

burgera z beyondem jem raz nie kilka miesięcy , częściej już zjem Fish burgera, albo kotleta z buraka

Widzę, po wyborach, w domu, sklepie, w przepisach, że bardziej szukam :

🌿 prostoty

🌿 sezonowości

🌿 ciepła

🌿 relacji pokarmu z ciałem

Jedzenie nie jest już dla mnie ideologią.

Ma mnie karmić. Ale szanuję je i jestem Wdzięczna za nie

Może zamiast więc pytać

„czy to jest wegańskie/ wegetariańskie?”

warto zapytać:

„czy moje ciało czuje się po tym dobrze?”

Przez lata roślinne jedzenie było ruchem.

Manifestem.

Odpowiedzią na przemoc, nadmiar i odłączenie od ciała.

Potem stało się trendem.

Produktami.

Nagłówkami.

Burgerami, które miały smakować „jak prawdziwe”.

I gdzieś po drodze zgubiliśmy pytanie, które było na początku najważniejsze:

czy i czym to mnie naprawdę karmi?

Nie tylko ilość kalorii się liczy

Ale energia. Taka duchowa . Taka prawdziwa. Wysokowibrująca

Od ideologii do intuicji

Nie wierzę, że problemem jest roślinność.

Problemem jest to, że próbowaliśmy ją sprzedać w języku systemu, który chcieliśmy opuścić.

Nagłówki krzyczą:

Więcej białka.

Więcej zamienników.

Więcej „jak mięso”, „jak ser”

Ustawy, protesty o nazewnictwo

A bardziej potrzeba nam:

>

• sezonowości

• prostoty

• gotowania z obecnością i uwagą

• słuchania brzucha i serca

Ciało nie potrzebuje kolejnej diety

Potrzebuje zdrowej relacji z jedzeniem

Ciało nie je według raportów rynkowych.

Ciało je w cyklach.

W fazach.

W odpowiedzi na stres, porę roku, hormony, emocje.

Roślinna kuchnia ma sens tylko wtedy, gdy:

>

• nie jest karą

• nie jest próbą udowodnienia czegoś

• nie jest kolejną formą kontroli

Ale przestrzenią na:

• ciepło

• sytość, ale nie przejedzenie

• przyjemność

• regulację i wzmocnienie

Mniej „idealnych talerzy”.

Więcej zup, gulaszy

Kaszy, pełnego ziarna

Dobrego Tłuszczu.

Przypraw wzmacniających ogień trawienny

Mniej deklaracji.

Więcej codziennych rytuałów.

Jedzenie nie ma być performansem.

Ma być wsparciem

To jest zaproszenie, żeby wreszcie wrócić do domu – do ciała.

Dlaczego nie jestem już na diecie roślinnej ?
więcej w newsletterze

Nowe przepisy i sezonowe inspiracje dostają subskrybenci na Substacku.

zapisz się na Substacku ✦