Jak 15 lat temu zaczęła się moja przygoda z Jogą?
✦ 3 min
Moja Joga
Pamiętam, jak w mieszkaniu babci mojej najlepszej przyjaciółki, przeglądałam typowo babski magazyn, o wszystkim i o niczym. Pod kocem, ponieważ zawsze było tam, jak mówiła babcia “górskie powietrze” dla zdrowia i urody. Wtedy nie wiedziałam, że wiele lat później oszaleje tak jak ona na punkcie powietrza, kwasów omega, magnezu, zrównoważonej diety, bio, eko, organic, ksylitoli, medycyn naturalnych i spiruliny i różnych innych pojęć, w których się po drodze zgubię za mocno, za niezdrowo.
Wracając pod koc, w magazynie pojawiło się mimochodem słowo klucz. Egzotyczne, magiczne, trochę okultystyczne - słowo MEDYTOWAĆ. Mówię do mojej przyjaciółki “w sumie fajnie byłoby się nauczyć medytować”.
”Zapisz się na Jogę” powiedziała...
Tak zrobiłam. Zapisałam się na Jogę.
Przez lata widziałam wiele osób w trakcie ich pierwszej sesji Jogi. Z wieloma z nich nie spotkałam się już w towarzystwie maty. Widzę przed oczami też swoją pierwszą sesję jogi, w szkole praktykującej jogę Iyengara.
Jak upadały wszystkie przekonania, o tym gdzie są pięty w psie z głową w dole, o tym, że na jodze się “tylko” oddycha w “przyjemnych”pozycjach i w zasadzie jest to jedna z alternatyw dla fitnesu, siłowni i innych crossfitów.
Jak przypominam sobie tą sesje i tych ludzi, którzy “wymiękali” po pierwszej lekcji ze zrozumiałych dla mnie wtedy powodów, to nie rozumiem dlaczego, gdy przyszło do wykupienia karnetu powiedziałam “open carnet” i dzień po dni, na początku kilka dni w tygodniu, a później 7 dni w tygodniu z matą pod pachą stawiałam się na zajęciach.
Z matą zawsze bez pokrowca, którego nie mam do dziś, śmierdzącą Mallboro, szłam wypocić z siebie kebaba i McDonalda i chociaż pisząc to dziś, mój wegański żołądek delikatnie się obrusza, to nie wstydze się tego bo jest to część mojej historii, a Joga pomogła mi porzucić wstyd.
I tak z tygodnia na tydzień, miesiąca na miesiąc doświadczałam magii, której jak wiem od innych joginów, doświadcza każdy, kto wstąpił na drogę Jogi. Magii, która przekształcała powoli na moich oczach rozbuchane ego, konkurujące z sąsiadem na macie o “poprawność” i wytrzymałość w pozycji, wypinające dumnie pierś jak przychodził na zajęcia ktoś “młodszy stażem”. Ego, które przez pierwsze miesiące na pytania “i jak tam na tej jodzę?” odpowiadało “super, zobacz jakie mam mięśnie ud.”
Joga spokojnie i płynnie spacyfikowała ego, żebym mogła w ciszy oglądać spektakl, w czasie którego w trakcie Savasany doznałam pierwszy raz stanu Samadhi, pierwszy raz elastyczności nabytej na macie nieświadomie użyłam poza nią, kiedy pierwszy raz stałam się wojownikiem numer II w życiu, zacisnęłam bandhy i z gracją wojownika przetrwałam sytuację, w której się znalazłam. Spektakl w czasie, którego we wzruszeniu uświadomiłam sobie co to znaczy Joga, i że powodem, dla których moje decyzje są coraz czystsze, coraz bardziej etyczne jest właśnie wstąpienie na jej drogę.
Na chwile obecną, bo fatycznie nie wiem czy jest coś bardziej stałego niż zmiana, Joga jest dla mnie drogą, na którą można świadomie lub podświadomie wstąpić lub nie.
Jestem bardzo wdzięczna za to, że jestem na tej drodze.
Jeszcze kilka lat temu, gdy męczyłam męża, który skarżył się na ból pleców,asanami, a on tawał w psie z głową w dole i mówił, że to nie dla niego,powiedziałabym, że kosmicznie trudno zajawić kogoś Jogą i pomóc innym ją wprowadzić do życia.
Wtedy myślałam, że Joga równa się asana. Teraz, gdy już znam wachlarz pojęć, które składają się na filozofię Jogi, zauważam, że o wiele łatwiej wprowadzić i przedstawić Jogę, gdy trafnie wybierzemy aspekt jogi, od którego wystartujemy, i który zaprezentujemy.
W słuszności tej teorii utrzymuje mnie koleżanka, której najpierw spodobały się moje wegańskie przepisy, ale stały się asumptem do zgłębienia pojęcia Ahimsy i w końcu pozostałych Jam. Moja mama, której odmówiłam surowego jabłka za ajurwedyjskimi zasadami dla Vata doszy, która zaczęła interesować się ajurwedą, a stąd była już prosta droga do pranajamy. I w końcu mój mąż, dla którego nadal nie jest największą rozrywką pójście na sesje jogi, ale stracił głowę dla medytacji i technik oddechowych, po wszystkich kursach, które wspólnie odbyliśmy. Teraz codziennie rano zaczyna od powitania słońca ponieważ pomaga mu to “lepiej” medytować.
Jestem bardzo wdzięczna za to wszystko.
